Strefa Forumowych RPG - forumowe sesje RPG, PBF, play by forum: Rozdział I - Odprawa (Ferr-kon) - Strefa Forumowych RPG - forumowe sesje RPG, PBF, play by forum

Skocz do zawartości

  • (2 stron)
  • +
  • 1
  • 2
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Rozdział I - Odprawa (Ferr-kon) Przygoda

#1 Użytkownik jest zalogowany   Ferr-kon 

  • Zabójca Trolli
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 789
  • Rejestracja 11-październik 05
  • Gender:Male
ok

Napisano 26 styczeń 2012 - 23:55

Dołączona grafika

MAIN THEME

Dołączona grafika

MANDALORIAN WARS
Episode I
INVASION


Galaktyka stoi na krawędzi wojny! Linia Jebble-Vanquo-Tarnith pozostaje nieprzerwana, lecz kolejne planety zajmują się ogniem niepokoju. Zakon Jedi ryzykuje rozbicie pod wpływem dowodzonych przez charyzmatycznego REVANA Rewanżystow. Na Taris ma miejsce masakra padawanow dokonana przez skuszonego przez Ciemną Stronę Mocy padawana ZAYNE'A CARRICKA. Wydaje się, ze mandalorianie nie są największym zmartwieniem Republiki, gdyż największym staje się ryzyko wewnętrznego rozłamu..

Zaniepokojone przez te zdarzenia dowództwo armii GALAKTYCZNEJ REPUBLIKI podjemuje decyzję o stworzeniu elitarnej grupy doświadczonych żolnierzy działajacej poza oficjalnym łańcuchem dowodzenia. Gdy senat w porozumieniu z dowództwem dobiera skład oddziału, przez światy GŁĘBOKIEGO JĄDRA przewija sie seria zamachów za którą stoi grupa znana jako ŚWIT ALDERAAN. Podlegający tylko senatowi i najwyższemu dowództwu Republiki STRACEŃCY pod dowodzeniem komandora GARRICKA MAVANISA zostają wysłani na planete THION która ma być schronieniem dla bezlitosnych terrorystow...


Introduction

Cicha przestrzeń nad jedną z bezimiennych planet, jakich wiele w kosmosie. Niemożliwych do zamieszkania, pozbawionych wartościowych surowców... Jednak nie była to przestrzeń która nie odznaczyła się czymś dla historii wszechświata. Zza cienia planety wysunęła się ciemna sylwetka łamacza blokad klasy Foray, którą wtajemniczeni znali jako "Zaślepiony". Ostatnie statki lądowały w jej hangarze, a silniki rozbłysnęły, gdy zaczęła wychodzić z orbity planety. Nie minęło dużo czasu, gdy skierowała się w sobie tylko znanym kierunku i skoczyła w nadprzestrzeń. I to był moment, gdy ta bezimienna planeta odbiła swoje piętno na historii...

Lahkayen jako jedyna była na miejscu od początku, lecz nie miała wiele do roboty, gdy reszta pilotów została natychmiast rozesłana na misje patrolowe - ona na coś miała oczekiwać. Nehrit przybył szybko razem z generałem Lertonem. Hakk został przetransportowany promem więziennym, jednak na pokładzie został puszczony wolno, chociaż ciągle był obserwowany z pewnej odległości. Leith przybył tutaj wezwany zaraz po tym, gdy przybyły posiłki. Okazało się, że Krenem był niejaki Krensharr, dość postawny cathar. Eon i Rory zostali postawieni przed Radą i po zdaniu raportów, wspólnie wysłano ich do tej specjalnej misji, nie udzielając jednak szczegółów i obiecując kontakt w ciągu najbliszych dni.

Nie mieli wiele czasu na rozstawienie się. Szybko przydzieleni do swoich kajut - o dziwo, każdy dBostał prywatną - zostali wezwani do sali odpraw prawie natychmiast. Szare korytarze statku, rozświetlone białymi lampami, które podkreślały czerwone zdobienia dodające nieco życia temu sterylnemu wnętrzu były zaskakująco puste. Załoga pracowała sprawnie, widać lot był bardziej skomplikowany niż się wydawało. Ale końcu misja była tajna, może nawet bardziej tajna niż typowe misje wywiadu.

Gdy znaleźli się w sali odpraw, w oczy rzuciły się dwie rzeczy. Po pierwsze, było bardzo mało osób, może góra trzydzieści. Po drugie - była to naprawdę niewiarygodnie losowa zgraja. Mavanis i Lerton stojący przy holoprojektorze nie rzucali się tak bardzo w oczy, tak samo jak kilku żołnierzy w mundurach marines na przedzie. Również trójka ludzkich pilotów - podobni do siebie bruneci (jeden starszy) oraz blondynka z założonymi za plecy rękoma - była dość zwyczajna. Ale cała reszta... Twi'lek który stał obok pilotów, ściskający paradny miecz był już znany niektórym. Starszy mężczyzna z twarzą poznaczoną bliznami stał niedaleko dowódców, wpatrując się w tłum bez emocji. Szczupła i zgrabna dziewczyna o rudych, pokrytych białymi pasemkami włosach stała nieśmiało przy innych pilotach czując się jednak dość obco. Za nią, opierając się o ścianę stała bothanka wyraźnie mocno znudzona. Również charakterystyczna nautolanka siedziała z marines, rozwalona w jednym z przednich foteli. Po drugiej stronie sali siedziało ubranych w różne stroje pięciu catharów (w tym jedna catharka, gdy ktoś przyjrzał się bliżej), zaś nad nimi górowała sylwetka potężnego togorianina o szarym futrze. Do tego Yen poczuła nagle jak coś dźga ją pod żebro, zachodząc od tyłu.
- Cześć sisi - uśmiechnął się do niej arkaniański odprysk, puszczając oko. Wyglądał jakby włamał się tylnimi drzwiami i bał się, czy ktoś go nie zauważy.
- Skoro wszyscy już są obecni, wydaje mi się, że możemy zaczynać - odezwał się Mavanis - Jestem komandor Garrick Mavanis, jak niektórzy z Was wiedzą. Wszyscy dostaliście na swoje prywatne datapady podstawowe informacje o innych członkach operacji.
- Jestem generał Lerton - wtrącił się wysoki mężczyzna - I towarzyszę wam w pierwszym etapie operacji jako kontrola z ramienia senatu.
- Wszyscy zostaliście wybrani - ponownie podjął Mavanis, i z jakiegoś powodu białoskóry zachichotał pod nosem - do tej operacji jako wybitni ludzie, którzy nie mają wiele do stracenia. Republika zaniepokojona jest ostatnimi wydarzeniami, dlatego potrzebowała specjalnego oddziału, który wykonywałby misje niemożliwe i tajne, nie pozostające w żadnych raportach. Wy macie zaszczyt tworzyć ten zespół. Witajcie w Straceńcach.
- Zanim przejdziemy do odprawy - potęzny głos Travika rozbrzmiał po sali odpraw - Ktoś ma jakieś pytania co do natury tego oddziału? Później nie wrócimy szybko do tematu, więc teraz jest dobry moment.

Użytkownik Ferr-kon edytował ten post 27 styczeń 2012 - 21:32


#2 Użytkownik nie jest zalogowany   Chudeusz 

  • &Papug™
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 2333
  • Rejestracja 19-grudzień 06
  • Gender:Male
  • Location:z kwatery głównej

Napisano 28 styczeń 2012 - 20:57

Dołączona grafika
Nehrit Hep

Porucznik rozejrzał się po wielorasowej zbieraninie, klasyczny przykład podejścia Republiki do sił zbrojnych, totalny chaos i mieszanina najróżniejszych ras, dobrze że jeszcze się nie pobili miedzy sobą. Co zapewne się zmieni jak tylko catharka będzie miała ruję. Pesymistyczne przemyślenia durosa pogłębiło jeszcze wypatrzenie w tłumie kilku osób które wyglądały na jedi. Z lekką rezygnacją Nehrit przepchnął się w kierunku grupy którą zidentyfikował jako pilotów. Twilleka kojarzył z jakiegoś propagandowego materiału republiki, pozostałe twarze wydawały się być nieznane, dość długa nieobecność związana z rekonwalescencją spowodowała, że duros nie był na bieżąco. Gdy tylko komandor przestał przemawiać do Hepa dotarło dlaczego został wybrany, nie miał nic do stracenia i pragnął pomścić śmierć swoich bliskich. Schludny mundur i służbowa postawa drastycznie kontrastowały z zachowaniem reszty zespołu. Miał dziwne przeczucie, że w tej jednostce podejście do regulaminu republikańskiej floty będzie dość specyficzne.
- Porucznik Hep Sir - Duros wyprostował się w postawie zasadniczej - Czy działamy w ramach Sił Zbrojnych Republiki czy też jest to tajna operacja, a w razie fiaska Republika wszystkiemu zaprzeczy? Wysłanie pojedynczego okrętu, bez względu na to jak wspaniałymi umiejętnościami dysponuje jego załoga to nieco zbyt mało by powstrzymać Mandalorian. Nie chcę być źle zrozumiany, walczyłbym z Mando nawet na własną rękę, chcę jednak wiedzieć jakie mamy szanse powrotu po wykonaniu misji. Sir.

#3 Użytkownik jest zalogowany   Kira 

  • Łowca Nagród
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 596
  • Rejestracja 03-lipiec 09
  • Gender:Female
  • Location:Opolskie's biggest Black Hole

Napisano 28 styczeń 2012 - 21:56

Dołączona grafika
Lahkayen Draysta
Czekanie ją dobijało.
Łaziła, tam i powrotem po przydzielonej kajucie. Choć miała ochotę czymś rzucić.
Żadnych wiadomości od DJa. Dla pewności, co chwila sprawdzała. Przewracała dłonią kolejne zakładki na datapadzie, upewniając się czy w archiwum nie ma czegoś. Och, niech go tylko będzie miała na wyciągniecie rąk, to go….
Zatrzymała się w połowie kroku i wydała z siebie groźne warknięcie. Bo ręka omsknęła się, otworzyła jeden z zapisanych plików. Spojrzenie zatrzymało się na zdjęciu, przedstawiającego dwójkę arkaniańskich rekrutów, bladych, białowłosych. Wychudzonych, ale cholernie szczęśliwych. Ktoś zastukał w drzwi. Trzy razy. Pora było się zbierać.

* * *
Była jedną z ostatnich, choć paradoksalnie, miała najbliżej. To dlatego, że nikt się nie zatroszczył o przewodnika dla niej. Co prawda... no dobrze, ktoś tam chciał ją odprowadzić. No ale że niby sama nie znajdzie odpowiedniej sali?
- Pff - prychnęła do samej siebie, ściągając z ramion kamizelkę i przewiązując ją wokoło talii. W tym białym topie na ramiączkach tak się nie... dusiła? Olać oficjalne przebieranki.
Przystanęła przy samych drzwiach, oparła się plecami o zimną ścianę. Tak było dobrze. Obserwowała. Każdego. I przybyłych i obecnych już przed nią. Każdego oceniała. Raz uśmiechała się pod nosem. Raz krzywiła.
Podsumowując jednak, nie było tak źle. Nowa misja, nowe nadzieje.
-Tia.

Poczuła dźgnięcie i już odwróciła się, by żartownisiowi pokazać co sobie ona o tym myśli. Uśmiech szeroki od ucha do ucha i charakterystyczny błysk w oku, jeden, jedyny na całe setki sprawił jednak że grymas niezadowolenia przeobraził się w dość radosny wyraz.
- DJ- wyszeptała, lecz zaraz zmarszczyła czoło - Zaraz, czekaj...
Arkanianin spojrzał na nią zdziwiony. A chwilę potem, drobna, zaciśnięta pięść zadała mu cios prosto w pierś.
- A to za co? - spytał szeptem, chyba bardziej rozbawiony niż urażony, przykładając dłoń do bolącego miejsca. I wciąż szeptem. O ile chciał, by jego wejścia nikt nie zauważył, jego plan spalił na panewce.
- Ty dobrze wiesz za co.
Zachichotał. I przyłożył palec do ust, skinieniem głowy wskazując na dwójkę, na której polecenie wszyscy się tutaj zebrali. Spojrzała więc i ona. Wcześniej, oczywiście, grożąc palcem Jenayhowi.
Gdy nadeszła pora na pytania, pierwszy odezwał się ktos inny. I tylko dlatego, że Yen utraciła cała swoją uwagę, przyglądając się grupce Catharów. A konkretniej, dowódcy.
Szept w tajemniczym, brzmiącym niezwykle mroźnie i topornie usłyzeli ci stojący najbliżej dwójki arkanian. Nikt, poza tym do którego kierowała te słowa nie mógł tego zrozumieć. DJ, patrz na tych futrzaków. Powiedź że mam przewidzenia
On właśnie miał jej odpowiedzieć, gdy głos zabrał Duros.

- Porucznik Lahkayen Draysta - a gdy ten skończył, po sali poniósł się kobiecy głos. Zainteresowani zaraz odnaleźli w tłumie bladą osobniczkę, najniższą pośród wszystkich zebranych.
Olać szanse przeżycia i powrotu – wypaliła na wstępie, wysuwając się nieco przed szereg. Zwróciła się do tego, który przemówił przed nią- Z całym należnym szacunkiem, poruczniku, o to można się martwić potem – co nieco kontrastowało z tonem wypowiedzi, który był poważny i zupełnie jakby arkanianka serio przepraszała że się wtrąca. Tylko to mrugnięcie na końcu popsuło efekt - Mnie bardziej interesuje, czy wszelkie chwyty są tutaj dozwolone. Bo jakby nie patrzeć: najpierw robić, potem wracać. Więc? – zatrzymała spojrzenie na dowodzących.
Bezpośredniość. Taaa… o tym że ta obca czasem trzaśnie coś prosto z mostu nie bawiąc się w ładne słówka chyba też miała wspomniane. Gdzieś pośród licznych „wad”.

Użytkownik Kira edytował ten post 28 styczeń 2012 - 21:57


#4 Użytkownik jest zalogowany   Jedi Master 

  • Edgewalker
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 7884
  • Rejestracja 13-kwiecień 04
  • Gender:Male
  • Location:Konin/Warszawa

Napisano 28 styczeń 2012 - 21:59

Dołączona grafika
Eon

- ... i potem mogłem jedynie pomagać w ratowaniu pozostałych przy życiu osób. Jak jednak powiedziałem, zabójczyni była wyraźnie szkolona w ochronie umysłu przed ingerencją Mocy, to raz. Dwa, że musiała skądś wiedzieć, że tam będę gdyż namierzyła mnie bezbłędnie mimo zachowania sporej odległości od celu oraz niezbędnej dyskrecji. Wiedziała. Co jest dość niepokojące skoro poza mną i Radą nikt nie wiedział, że tam będę.
Widząc składającego raport padawana bo spapranej misji można by się spodziewać, że będzie okazywał trochę więcej pokory. Stał jednak naprzeciw Rady Jedi spokojny i bez śladu niepewności. Nawet wtedy gdy dość jednoznacznie zasugerował, że ktoś z owej Rady mógł być źródłem przecieku. Albo to, albo równie kiepsko - mianowicie ktoś postarał się o system szpiegowski, przy pomocy którego spenetrował skutecznie świątynię. Nic dziwnego, że kilka min mistrzów było dość nietęgich.
- Dziękuje padawanie. Wkrótce wezwiemy cię ponownie i otrzymasz kolejne rozkazy - usłyszał jeszcze na koniec.
I faktycznie, niedługo później był już w swoim myśliwcu lecąc Moc jedna wie gdzie. I co ciekawe, nie sam choć w towarzyszącej mu maszynie nie było też jego mistrzyni. Jak się okazało, jego i Rory'ego przydzielono do tego samego zadania. Ponownie. Przypadek? Eon mimo mobilizacji całego swojego optymizmu nie mógł w to wierzyć.
- Sparki, masz te koordynaty? - zapytał. W odpowiedzi usłyszał całą serię popiskiwań a na ekranie w kokpicie pojawiła się krótka odpowiedź. - Jasne jasne, nie podniecaj się tak - odparł i potwierdził nowy kurs.
- Do zobaczenia na miejscu - nadał jeszcze do Rory'ego i przesunął dźwignię aktywującą hipernapęd. Gdy tylko myśliwiec znalazł się w nadprzestrzeni, Eon zagłębił się w transie Jedi pozwalając by przepełnione niepokojem myśli odpłynęły na razie w dal. Wkrótce i tak miał się przekonać o co chodzi. Na miejscu.

Zbieranina w jakiej znaleźli się z Rorym była dość barwna, trzeba było przyznać. Oczywiście Republika obejmowała całą masę innych ras czy kultur, ale i tak jak na tak małą grupkę, próbka była dość zróżnicowana. Zdecydowanie nie wyglądali jednak na oddział wojskowy z prawdziwego wrażenia co nawet nie będący specem od militariów Eon mógł stwierdzić. Wyglądali na bandę indywiduów i dorzucenie do tej mieszanki dwójki Jedi tylko potwierdzało to pierwsze wrażenie. Nie żeby Eon czuł się przez to niekonformisto - wręcz przeciwnie. Lubił nawiązywać nowe znajomości i choć kilka osób nie wyglądało tu zbyt przyjaźnie (tak, było to spore niedopowiedzenie) to z innymi na pewno da się dogadać. Póki co jednak nie do końca wiedział czego ma się tu spodziewać, więc odziany w swą czarną szatę stał cicho przy jednej ze ścian i po prostu bacznie wszystkich obserwował sondując też kolejnych zgromadzonych poprzez Moc by lepiej poznać ich emocje.
Nie odezwał się też po wystąpieniu komandora i generała choć słuchał ich z niezwykłą uwagą. Szczególnie stwierdzenie o "nie mających nic do stracenia" brzmiało wyjątkowo kusząco. W co wpakowała ich Rada? Nie wiedział. Ale miał nadzieję, że szybko pozna prawdę.

#5 Użytkownik nie jest zalogowany   Eliastion 

  • Starożytny
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 7180
  • Rejestracja 18-marzec 04
  • Gender:Male
  • Location:Nieważne skąd, tylko dokąd!

Napisano 29 styczeń 2012 - 04:22

Dołączona grafika
Leith Ilar

Leith od samego początku odprawy trzymał się z boku, zdecydowany raczej słuchać i patrzeń, niż odzywać się bez absolutnej potrzeby - najprostszy sposób na ukrycie podłego nastroju. A było co ukrywać. Nie, żeby Leith naprawdę przejmował się poległymi towarzyszami, których prawie wcale nie znał. Ale już okoliczności ich śmierci... trudno było przejść do porządku dziennego nad faktem, że właściwie nawet nie zdołali odpowiedzieć ogniem. Gdyby nie niespodziewane wsparcie, cała grupa, nie wyłączając Leitha, zostałaby ot-tak rozpylona na orbicie, nawet nie zadrapawszy lakieru na maszynach wroga. To było upokarzające. A fakt, że wina w zasadzie nie leżała po stronie Leitha... marne to było lekarstwo na zranioną dumę. Ha, jeśli w ogóle było! Gdyby to wszystko wynikało z jego błędów, z jego złego osądu i niekompetencji - miałby przynajmniej jakieś poczucie kontroli nad sytuacją. A tak - bezmyślnie pakowany w pułapki przez jednych, potem ratowany przez innych... czuł się jak źle przymocowany towar w ładowni. I, jakby tego było mało, nowy przydział: oddział od rzeczy niewykonalnych. Dla ludzi, którzy mają "mało do stracenia". Supertajny, więc ewentualne osiągnięcia nie trafią do akt, które ktokolwiek przeczyta. A wszystko to pod napawającą optymizmem nazwą "Straceńcy". Hurra.
Leith rozejrzał się raz jeszcze po sali. "Losowa zbieranina" brzmiało niestety bardziej na miejscu niż "elita z różnych specjalności". To wrażenie mogło być mylne... ale, niestety, Leith nie sądził, by było. Zwłaszcza, gdy usłyszał pytania dwojga poruczników: jedno, na które Leith zdążył sobie odpowiedzieć w chwili usłyszenia nazwy oddziału i drugie - które z kolei wyraźnie tyczyło się nie "charakteru oddziału", ale specyfiki następnej misji, o której dowódcy zaraz mieli zacząć mówić. Cierpliwość godna Jedi...
Nadchodząca misja zapowiadała się cudownie.

#6 Użytkownik jest zalogowany   Bazil 

  • Lew Kanapowy
  • Grupa ONI
  • Postów 10009
  • Rejestracja 10-październik 05
  • Gender:Male
  • Location:Tam, gdzie Lew robi Rawr!

Napisano 29 styczeń 2012 - 18:41

Dołączona grafika
Rory Drayson

To, że Rory nie miał praktycznie żadnych pytań ani w ogóle nie oponował przeciw wysłaniu go na misję bez jakichkolwiek wyjaśnień można było złożyć na karb niedawnych wydarzeń, w których brał aktywny udział. Wspomnienia o pomaganiu ofiarom wypadku nie utrwaliły mu się mocno w pamięci przez szok, w jakim spędził tamten czas. Pamiętał, że ktoś w końcu zajął się i nim, a potem zabrano go do świątyni, gdzie po odpoczynku i krótkiej rekonwalescencji poszedł złożyć raport. Był on suchy, ograniczony do faktów, gdyż w innym przypadku mogłoby pójść w ruch zbyt wiele emocji, a to nie była droga Jedi. Rory, choć często myślał i zachowywał się inaczej, tym razem zdusił wszystko w sobie. Bo przecież nie było śmierci, tylko Moc.

Z podobnym nastawieniem przybył na zebranie tych wszystkich, których wezwano na tajną misję. Z datapadem oczywiście zapoznać się nie zdążył, bo do załatwienia było wcześniej znacznie więcej ważniejszych rzeczy (kto wie, co mogłoby się stać gdyby Rory nie sprawdził zabezpieczeń torped protonowych w myśliwcu po raz czwarty…). Mimo tego przeżył pewnego rodzaju zaskoczenie, widząc wszystkich zebranych. Przyjemne zaskoczenie. Zawsze lepiej było znać więcej niż jedną osobę w tym całym tłumie, zwłaszcza że padawan generalnie nie stronił od towarzystwa. Krensharr, naturalnie zawsze skupiony, kiwnął głową w odpowiedzi na machającą na powitanie rękę Rory’ego. Jego towarzysze również spojrzeli w jego stronę. Kilku odwzajemniło powitanie, jeden zaś nachylił się ku jedynej kobiecie w zespole i szepnął jej coś do ucha. Musiało ją to rozbawić, gdyż zachichotała cicho, spoglądając w stronę padawana. On sam zaś nie zwrócił już na to uwagi, gdyż pierwsi zebrani zaczęli zabierać głos. Rory nie miał raczej pytań odnośnie natury samego oddziału, bowiem z tego co do tej pory się wydarzyło i z samej nazwy wiedział już wystarczająco wiele, ale coś innego nie dawało mu spokoju. Byli tu, on i Eon. Nie miał pojęcia, czemu akurat Eon, ale o sobie mógł myśleć, że jest Radzie zbędny. Ta sama Rada do tej pory nie kiwnęła palcem, by powstrzymać Mandalorian. Dlaczego więc teraz? Może nieoficjalny charakter im pomógł?
Drayson podniósł dłoń, zwracając na siebie uwagę.
- Ja mam pytanie – zasygnalizował dobitniej, jakby ktoś miał jeszcze wątpliwość. Wyszedł do przodu, lekkim krokiem, nieco pochylony jakby w zamyśleniu, brodę podpierając oboma kciukami. Nagle zatrzymał się w pół kroku, rzucając przenikliwe spojrzenie Mavanisowi. – Jak udało wam się przekonać Radę Jedi do działania? Do tej pory unikali jakiegokolwiek mieszania się w tę wojnę. Ugięli się wobec postępów wroga, ktoś przemówił im do rozsądku, czy wysłanie dwóch padawanów do niepewnego przedsięwzięcia jest wkalkulowanym ryzykiem o zupełnie niegroźnych skutkach, dającym w razie czego poczucie usprawiedliwienia dla swej bezczynnej podstawy? – wypunktował wszystkie jego mniemaniem prawdopodobne możliwości ze wrodzoną koreliańską bezczelnością, nie myśląc nawet o tym, by zachować odrobinę szacunku dla Rady Jedi, którą właśnie stawiał w takim, a nie innym świetle.
Cóż, Rory po prostu był sobą.

#7 Użytkownik nie jest zalogowany   Thomas Ufnal Crowlake 

  • Zabójca Gigantów
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 1197
  • Rejestracja 30-sierpień 09
  • Gender:Male

Napisano 29 styczeń 2012 - 22:45

Dołączona grafika
Hakk

Hakk się nudził. Potwornie.

Podróż w statku więziennym, wprawdzie bez kajdanek, ale i bez jakichkolwiek wygód czy rozrywek, była monotonnym, dobijającym koszmarem. Zamiast więziennego stroju dali mu mundur marines. Iridonianin miał to, prawdę mówiąc, w głębokim poważaniu, w czym będzie paradował przed ludźmi, ale przebrał się dla świętego spokoju - tylko miecze zawiesił sobie na plecach, bodajże wbrew regulaminowi. To było prawdopodobnie najbardziej ekscytujące wydarzenie w ciągu całej podróży. W ramach zabijania nudy - wspominał. Głównie Zennala i resztę Kręgu. Lubił wspomnienia, w których coś się działo.

Niestety, teraz nie miał za bardzo warunków, by oddawać się rozmyślaniom. Stał więc sobie pod ścianą na końcu sali i z nudów oceniał w myślach swoich przyszłych towarzyszy. Kociaki, dobrze, oni potrafią się bić. Arkaniańskie dziwolągi, dobrze, odrobina nieprzewidywalności. Duroski sztywniak, źle, ma wyższą rangę - cholera, prawdopodobnie każdy na tej sali miał wyższą rangę od niego - i jest sztywniakiem. Twi'lek z mieczem, dobrze, może będzie coś wart. Pobliźniony sierżant, dobrze, wygląda na twardego. Marines, zobaczymy, może nie będą źli. Piloci, ratunku, wyglądają na strasznych frajerów. Jedi... Jedi?

Akurat odezwał się jeden z nich. Hakk nadstawił uszu... i gdy tylko gość - Korelianin, sądząc po akcencie - skończył, wybuchnął śmiechem. - Dzięki, pada-wanie - powiedział głosem, w którym leciutko dźwięczało szyderstwo, - widząc was dwóch przez chwilę uwierzyłem, że Zakon Miłośników Latarek i Chronienia Własnych Tyłków mógł wyjść ze swoich mistycznych jaskiń i wziąć się do roboty. Na szczęście wyprowadziłeś mnie z błędu. Dwóch padawanów do oddziału straceńców, to się nazywa wkład w wysiłek wojenny.

- A skoro już zadajemy pytania -
dodał, nie pozwalając sobie przerwać i zwracając się do dowódców. A co tam, przynajmniej będzie mniej nudno. - to też się przyłączę. Ładnie to brzmi, "Republika jest zaniepokojona ostatnimi wydarzeniami", ale co to znaczy? Że będziemy tłuc Mandalorian? Że będziemy polować na terrorystów? Że będziemy pomagać w ratowaniu rannych i zagrożonych - mam nadzieję, że nie, to by było nudne i nieproduktywne? Czy może przyłączamy się do Mandalorian i wspólnie z nimi bierzemy się za wyrzynanie zewnętrznych systemów, a nasz oddział ma zaszczyt jako pierwszy przyłączyć się do zabawy? Lubię wiedzieć, z kim mam walczyć, nie wiem jak inni. Aha, jak się zadaje pytania to się powinno przedstawiać, tak? - uśmiechnął się czarująco do Durosa. - No więc Hakk jestem. Rangi niestety nie podam, bo nie wiem, czy mi jakąś przywrócili.

Użytkownik Thomas Ufnal Crowlake edytował ten post 30 styczeń 2012 - 00:01


#8 Użytkownik jest zalogowany   Ferr-kon 

  • Zabójca Trolli
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 789
  • Rejestracja 11-październik 05
  • Gender:Male

Napisano 02 luty 2012 - 18:08

- Ta operacja - odpowiedział Mavanis - Jest całkowicie tajna. Działamy w ramach wywiadu, nie będzie ona nigdzie zapisywana. Dlatego tak, pani porucznik, wszystkie chwyty dozwolone, jednak obowiązuje tutaj nadal wojskowa dyscyplina. Co do pytania pana Draysona... Jesteście tutaj wysłani jako obserwatorzy, gdyż Senat poprosił o konsultantów. Jedynie Rada Jedi wie o tej misji z całego Zakonu. Podlegacie panowie normalnej procedurze i słuchacie przełożonych w swoich oddziałach, proszę to zapamiętać.
- Przejdźmy do szczegółów misji - Lerton podszedł do konsoli przy holoprojektorze i uruchomił go. Salę rozświetlił obraz planety i jej podstawowe informacje. Był to Thion, niewielki świat w systemie Vani, położonym kilka parseków od linii frontu, bardziej z boku. Cały system był słabo skolonizowany i nie było na nim osiedli większych niż milion osób. Na Thion ludność była jeszcze mniejsza i jeśli chodzi o oficjalnie zarejestrowanych mieszkańców - nie przekraczali oni tego miliona. Była to planeta górnicza, która oprócz kopalni żelaza miała także ośrodek badawczy zajmujący się farmaceutyką. Przeważały na niej równiny oraz lesiste wzgórza oraz niewielkie góry. W połowie pokryta była oceanem oraz sporymi morzami. Jedyne duże osiedle - Port Thion - było stacją przeładunkową i mieszkaniem dla górników oraz jedynym miejscem rozrywki.
- Thion jest jednym ze światów skolonizowanych przez zjednoczonych specjalistów Senatu. Planeta jednak ustanowiła własny rząd dzięki petycji podpisanej przez 80% mieszkańców. Kilka dni temu Senat postanowił wysłać tam ambasadora i miała to być całkowicie rutynowa misja. Mamy tutaj jedynego ocalałego z eskorty. Amabasador został rozstrzelany na miejscu. Planeta została przejęta przez Świt Alderaan.
- Tutaj jest odpowiedź na pańskie pytanie, sierżancie - zwrócił się do Hakka Mavanis - Mandalorianie muszą poczekać, gdy ryzykujemy rozłam wewnątrz Republiki. Nawet odłączenie się jednej planety jest ryzykowne, gdy trwa walka o całkowite przyłączenie się Taris do Senatu. Poza tym nie wątpię, że większość z obecnych tutaj pragnie odwetu na tych terrorystach.
Kilka osób skinęło głową. Privis chwycił za rękojeść swojego miecza, chcąc pokazać że najchętniej rozpłatałby hologram na setkę kawałków. Lerton nacisnął coś na konsoli i wokół planety pojawiło się kilkanaście czerwonych kropek.
- Świt jest zaskakująco dobrze uzbrojony. Myśliwce przeciwnika nie były żadnymi rozpoznawalnymi modelami i podejrzewamy, że mogły zostać zrobione na prywatne zlecenie. Są niewiarygodnie szybkie. Nie mamy pojęcia jak potężna jest ich flota, jednak pewne jest że nie posiadają więcej niż jednego statku o podobnej sile co nasz, gdyż inaczej musieliby trzymać je na orbicie, gdzie nie było ani jednego takiego pojazdu. Możliwe, że przybyły posiłki, jednak pozostawione sensory nie pokazują żadnych silniejszych zaburzeń grawitacyjnych, które mogłyby oznaczać kolejne okręty.
- Naszym celem
- wtrącił Mavanis - Jest sprawdzić co dzieje się na planecie, pozbyć się rządów Świtu i pojmać ich przywódcę. Uprzedzając kolejne pytania - nie, nie jesteśmy pewni czy tam się znajduje, jednak nawet jeśli nie, napewno na powierzchni znajdują się informacje dotyczące Świtu. Musimy je zdobyć. Jednak na naszej drodze stoją kolejne przeszkody. Nie wiemy jaki jest skład ich floty, a będziemy musieli opanować orbitę, żeby zająć się powierzchnią. Ze względu na to, że wszystko dzieje się na przestrzeni ostatnich kilku dni, nie mamy też informacji o tym co jest na powierzchni, dlatego kolejne plany zależeć będą od wyniku tych działań. Pytania zanim pójdziemy dalej?

#9 Użytkownik jest zalogowany   Jedi Master 

  • Edgewalker
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 7884
  • Rejestracja 13-kwiecień 04
  • Gender:Male
  • Location:Konin/Warszawa

Napisano 03 luty 2012 - 09:51

Dołączona grafika
Eon

Eon stał sobie cicho i jedynie słuchał wykorzystujac fakt, że inni zgłosili się z pytaniami. Dzieki temu dowiedział się ciekawej rzeczy odnośnie oficjalnej roli jaką on i Rory mieli tu pełnić. Szkoda tylko, że tak bardzo przypominało to realia ostatniej misji. Uznał, że w takim wypadku trzeba będzie mieć się na baczności cały czas. Skoro wtedy doszło do przejrzenia planów Rady przez zamachowców tak teraz było to równie prawdopodobne. Zwłaszcza, że potencjalnych informatorów - świadomych bądź nieświadomych - było o wiele więcej.
Słuchając dowódcy jeszcze jedna myśl jednak pojawiła się w jego umyśle. Może sam strikte wojskowym nie był, ale współpracował sporo z takowymi i znał pewne realia pracy w zespole jaki powinien tworzyć tego typu oddział.
- Tak, ja mam pytanie - oznajmił robiąc kilka kroków do przodu - Eon Avar'den, Zakon Jedi - przedstawił się dla formalności - Rozumiem, że plan akcji jest gotów i oczywiście dobrze, że już teraz dowiadujemy sie jaki będzie cel pierwszej misji, ale czy mam też przez to rozumieć, że wyruszamy tak szybko jak się da? Nie wątpię w umiejętności swoje czy kogokolwiek tutaj, ale na razie widzę wkoło grupę indywidualistów, z których jak podejrzewam znakomita większość nigdy nie działała razem. Czy mimo tego dowództwo planuje ryzykować z szybka akcją czy dostaniemy odpowiednią ilość czasu by zgradć się przed misją? - zainteresował się. Wychowany na statku kosmicznym dobrze wiedział, że sprawność załogi jako całości nie zależy tak bardzo od pojedynczych wybitnych jednostek ale od tego jak każdy jej członek potrafi współdziałać z całą resztą. To właśnie zawsze stanowiło siłę klanów Edem'ra.

#10 Użytkownik nie jest zalogowany   Chudeusz 

  • &Papug™
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 2333
  • Rejestracja 19-grudzień 06
  • Gender:Male
  • Location:z kwatery głównej

Napisano 03 luty 2012 - 22:31

Dołączona grafika
Nehrit Hep

Twarz porucznika nie wyrażała żadnych uczuć, profesjonalne szkolenie i wychowanie zdecydowanie odcisnęły piętno na psychice młodego Durosa. Ze spokojem przysłuchiwał się tyradzie dowódcy, który z całą pewnością wiedział co robi. A przynajmniej taką miał nadzieję, choć wcześniejsze słowa oficera nie wróżyły dobrze dalszemu rozwojowi sytuacji. Pytanie zadane przez padawana wydawało się oczywistym następstwem przemówienia Mavanisa. Hep wiedział w duchu jaka będzie odpowiedz. I choć z całego serca pragnął ukarać zabójców swej matki musiał zadać następne pytanie,
- Generale rozumiem, że nie jesteśmy jedyną formacją która weźmie udział w Ataku na planetę. interesuje mnie jednak sprzęt który dostaniemy do dyspozycji. Widzę tu wielu pilotów, proszę zatem o informację na jakich maszynach przyjdzie nam latać oraz jakie siły zostaną zaangażowane w operacji. Rozumiem iż jej tajność wyłącza użycie regularnych sił Republiki.

Użytkownik Chudeusz edytował ten post 03 luty 2012 - 22:32


#11 Użytkownik nie jest zalogowany   Thomas Ufnal Crowlake 

  • Zabójca Gigantów
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 1197
  • Rejestracja 30-sierpień 09
  • Gender:Male

Napisano 04 luty 2012 - 23:02

Dołączona grafika
Hakk

"Sierżancie". Miło, awans. W dodatku zarówno sztywny Duros, jak i cichy latarkolub zaczęli mówić i pytać z sensem. Coraz lepiej. Może jednak coś z tej całej ekipy będzie.

- A tak na marginesie... Może to tylko mnie interesuje, nie wiem, siedziałem ostatnio w więzieniu i miałem kiepski dostęp do HoloNetu, może tylko ja tego nie wiem - ale kim do cholery są ci goście ze Świtu Aldeeran? Tchórzami, którzy podkładają bomby, OK, tyle wiem. Ale poza tym? Nie to, żeby to wiele zmieniało, ale zawsze wypada znać wroga.

#12 Użytkownik jest zalogowany   Ferr-kon 

  • Zabójca Trolli
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 789
  • Rejestracja 11-październik 05
  • Gender:Male

Napisano 05 luty 2012 - 19:46

Lerton założył ręce za plecy, a Malavis wyłączył holoprojektor.
- Jesteśmy w drodze i mamy jeszcze kilka godzin, panie Avar'den - rzekł generał - Macie godzinę na zadomowienie się i odpoczynek, a potem rozgrzejecie się w symulatorach.
- Co do innych pytań - wtrącił się komandor - Oprócz was udział w tej misji weźmie także załoga "Dumy", w tym 200 wyszkolonych marines i dywizja pancerna. Będziecie latać na myśliwcach typu Aurek, gdyż nowe modele wykorzystane w poprzedniej misji okazały się za mało dopracowane. Mimo wszystko lepiej jest latać na czymś sprawdzonym, niż czymś co ma wybuchnąć po naciśnięciu złego przycisku. Jeśli chodzi o oddziały pancerne, mamy bardzo zróżnicowany arsenał, pełna lista dostępna jest u zbrojmistrza, gdyż gdybym miał omawiać wszystko przesiedzielibyśmy tutaj ładnych parę godzin. A Świt... Niewiele wiemy o tej organizacji, jej nazwa przewinęłą się w przechwytywanych wiadomościach oraz oficjalnych pogróżkach. Jest to organizacja która ma na celu nadanie Alderaan niepodległości. To w dużej części po prostu anarchiści, uważający Republikę za organizację zabijającą indywidualność małych światów. Wiele innych organizacji separatystycznych wspiera ich działalność. Jeśli nie macie innych pytań, możecie się rozejść.

Użytkownik Ferr-kon edytował ten post 05 luty 2012 - 20:10


#13 Użytkownik jest zalogowany   Kira 

  • Łowca Nagród
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 596
  • Rejestracja 03-lipiec 09
  • Gender:Female
  • Location:Opolskie's biggest Black Hole

Napisano 06 luty 2012 - 22:22

Dołączona grafika
Lahkayen Draysta

Odpowiedź na swe pytanie skomentowała krótkim: " Rozumiem, sir". Efekt popsuł tylko uśmiech, zdradzający zadowolenie z takiego obrotu sprawy.
Jej najlepiej się pracowało, gdy liczył się efekt-cel, a środki i sposób jego osiągnięcia zostawały w sferze "kosmetyki". Więcej pytań już nie miała.
DJ, w czasie gdy dwójka dowodzących kontynuowała pochylił się nieco, by szepnąć swej sisi do ucha. Zmarszczyła czoło.
- Idziesz ze mną - skwitowała krótko. Miała ochotę uciąć sobie pogawędkę z pewnym futrzakiem. Sadziła także, że DJ powinien się choć przywitać z kimś, komu tak wiele zawdzięcza.

Tak więc, gdy wreszcie komandor rzekł długo oczekiwane: "Jeśli nie macie innych pytań, możecie się rozejść", odczekała aż wszyscy zgromadzeni zaczną się tłoczyć w kierunku wyjścia. Chwyciła wyższego i starszego zarazem arkanianina za rękę, wskazując kiwnięciem na grupkę Catharów. Minę miał niewyraźną, więc postanowiła, że bez względu na to czy się ruszy czy nie, ona swoje zrobi. Korzystając z ogólnego zamieszania, przeszła przez salę nie wzbudzając większych podejrzeń. A stukot jej ciężkich butów jakoś umknął, w gwarze.
- Mówiąc wówczas "do zobaczenia" nie spodziewałam się, że taka chwila kiedyś nastąpi - rzekła w ramach powitania, centrując spojrzenie na dowódcy grupy. Krzyżując swe dłonie na piersi przybrała postawę osoby, której nie da się łatwo zbyć - a jednak.
Resztę towarzystwa Krensharra powitała skinieniem głowy.
- Może dasz mi w końcu okazję, bym mogła spłacić zobowiązanie wobec twojego klanu.
Uratowanie życia jej oraz jej najbliższych traktowała jak najbardziej poważnie. I gdyby nie fakt, że Cathar nie chciał jej wówczas do swego oddziału...

Użytkownik Kira edytował ten post 07 luty 2012 - 15:44


#14 Użytkownik jest zalogowany   Bazil 

  • Lew Kanapowy
  • Grupa ONI
  • Postów 10009
  • Rejestracja 10-październik 05
  • Gender:Male
  • Location:Tam, gdzie Lew robi Rawr!

Napisano 07 luty 2012 - 14:41

Dołączona grafika
Rory Drayson

Rory nie zadawał już więcej pytań, lecz z uwagą (choć tego nie dało się wyczytać po raczej rozluźnionej postawie i pozornie mało skoncentrowanej minie) słuchał dalszych informacji o całej wyprawie. Wspomnienie o dwustu marines dało mu pewne wyobrażenie o skali wyprawy. Niemałej, musiał przyznać, od początku sądził raczej, że oddelegowano ich do zadań specjalnych, takich dla mniejszych grup, których poświęcenie nie było kłopotem dla dowodzących. Tymczasem jednak tylu żołnierzy... Drayson przez chwilę nabrał nawet przekonania, że być może wcale nie mieli posłużyć jako straceńcy. Po chwili doszedł jednak do konkluzji, że marines mogli być wyłączeni z tego procesu, zwyczajnie mogli mieć "coś do stracenia". Bynajmniej nie poprawiło to humoru padawana. Podobnie jak te wszystkie informacje o Świcie Alderaanu. Wspomnienie o zamachu było wciąż zbyt świeże. Rory stłumił w sobie uczucia. Spokój. Tak, spokój...

Wydawało się, że humor mu jednak dopisywał, kiedy ich zluzowali. Zamiast wychodzić z pomieszczenia, ruszył ku grupce znajomych, chcąc wreszcie dowiedzieć się, dlaczego właściwie spotykali się pod egidą Republiki. Ostatnio, jak pamiętał, Krensharr wcale nie palił się do służby w szeregach dawnego chlebodawcy.
- A myślałem, że następnym razem spotkamy się w zadymionym kącie jakiejś kantyny, goniąc tropem kolejnego Mandalorianina - wypalił beztroskim tonem, zbliżając się do grupy Catharów. - Krensharr, stęskniłeś się za szerokimi ramionami matki Repub... - przerwał w pół słowa. - O. - spojrzał z ukosa na stojącą obok parę Arkanian, zatrzymując wzrok nieco dłużej na pyskatej pani porucznik. - Wy się znacie?
Szybkie spojrzenie na Catharów. Na Arkanian. Na kobietę.
Rory zrobił dziwną minę, jakby się zmieszał.
Nieznaczny krok w tył.

#15 Użytkownik nie jest zalogowany   Chudeusz 

  • &Papug™
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 2333
  • Rejestracja 19-grudzień 06
  • Gender:Male
  • Location:z kwatery głównej

Napisano 08 luty 2012 - 17:09

Dołączona grafika
Nehrit Hep


Odprawa zakończyła się stosunkowo szybko pozostawiając Durosa z niedosytem informacji. Starając się zapomnieć o drążącym jego wnętrze bólu postanowił rzucić się w wir przygotowań do misji. Opuścił więc zgromadzonych w sali towarzyszy broni zakładając że na socjalizowanie się jeszcze przyjdzie czas, z tymi co przeżyją. Zwiedzanie okrętu rozpoczął od hangaru który rzeczywiście był wypełniony starymi dobrymi Aurekami. Krótka zdawkowa gadka z mechanikami, i zapoznanie się z przydzielonym mu myśliwcem odnowiło bolesne wspomnienia. Hep zaczął się zastanawiać nad swoim stanem psychicznym, chyba będzie musiał pogadać z pokładowym medykiem. Pilot musiał dowiedzieć się czegoś więcej o swojej sytuacji oraz przydzielonym zadaniu. Nie pasowały mu elementy układanki. Nikt nie wysyła na tajną i delikatną misję dywizji pancernej. Hepa zaczęły dręczyć poważne obawy co do prawdomówności dowodzącego oficera. Nie zaciągnął się jednak aby podważać rozkazy przełożonych. Błękitnoskóry mężczyzna uznał, że na wszelkie wątpliwości jeszcze przyjdzie czas, tymczasem dobrze byłoby coś zjeść. Jego żołądek dopominał się o swoje prawa. Spokojnym krokiem oficer zmienił kurs i już po kilku minutach zajadał się przepysznym stekiem z nerfa oraz coreliańskim ale. Prawdziwym plusem pracy w Spec Ops był dostęp do doskonałej kuchni...


#16 Użytkownik nie jest zalogowany   Eliastion 

  • Starożytny
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 7180
  • Rejestracja 18-marzec 04
  • Gender:Male
  • Location:Nieważne skąd, tylko dokąd!

Napisano 08 luty 2012 - 18:25

Dołączona grafika
Leith Ilar

Odprawa okazała się całkiem niezłym sposobem na odciągnięcie myśli od ostatnich wydarzeń. Co prawda przyszłość nie zapowiadała się jakoś zdecydowanie lepiej... ale Leith nie należał do ludzi łatwo poddających się ponurym prognozom. Nie wtedy, kiedy zapowiadało się, że będzie jeszcze mieć wpływ na ostateczny wynik...
Tak czy inaczej - Leith słuchał uważnie. Wyjaśnień dotyczących natury misji, odpowiedzi na pytania członków zespołu... i samych pytań, które - co Leith stwierdził z lekkim rozbawieniem - niosły może więcej informacji, niż odpowiedzi na nie. Dwaj Jedi działali z rozkazu Rady Jedi, nie byli żadnym zbuntowanym odłamem - choć starszemu chyba niewiele brakowało. Kredowa dziewczyna - arkaniański odprysk - nie tylko próbowała wyglądać na wyższą, niż była, ale lubiła grać bez ograniczających reguł... ciekawe, czy i wbrew takowym, mogła mieć ciekawą kartotekę. Jej przeciwieństwem wydawał się porucznik Hep, duros, sprawiający wrażenie przywiązanego do regulaminu służbisty. Poza tym był jeszcze ciemnoskóry zabrak, zapowiadający się na wojowniczego wariata, który zapowiadał się na spore wsparcie w walce i poważne zagrożenie dla misji w dowolnym innym momencie...
Pozostali, niestety, nie odezwali się, trudno było więc powiedzieć o nich na tym etapie coś więcej. Oczywiście, pewną pomocą mogły służyć ich akta... ale Leith wolał podchodzić do takich źródeł ostrożnie. W sumie wiedział, jak mniej-więcej wyglądały i jak pomocne dla kogokolwiek mogły być JEGO akta... Zamiast więc pójść do siebie i zabrać się w spokoju za lekturę, Chłopak postanowił pozostać przez chwilę na miejscu i skorzystać z niecodziennej okazji rozmowy z Jedi. Dotychczas słyszał o Jedi, widywał Jedi, nawet spotykał Jedi twarzą w twarz... ale jakoś nie trafiła się okazja, by naprawdę porozmawiać. Starszy z padawanów miał chyba jakąś sprawę do Catharów i Arkanian (kredowa z przybyłym później towarzyszem też podeszli do futrzatych), więc Leith postanowił zwrócić się do "porzuconego", bladego i czarnowłosego młodzieńca z kanciastymi tatuażami na twarzy... No, ale cokolwiek by nie mówić o jego wyglądzie, jego pytanie wcześniej miało sporo sensu. Było może nieco naiwne, biorąc pod uwagę, w jakim pośpiechu wszystko się działo, ale przynajmniej wskazał na jeden z najważniejszy wśród setki powodów, dla których ta misja brzmiała jak samobójcze szaleństwo.
- Witaj... - zagadnął Leith podchodząc - wybacz wścibstwo, ale sądziłem, że padawani do zadań przydzielani są razem z mistrzem, rzadziej sami... ale twój kolega, mimo wieku, też jest padawanem; to szczególny przypadek, czy w ogóle się myliłem? Ach, no i zapominam się, nazywam się Leith Ilar - wyciągnął dłoń.

Użytkownik Eliastion edytował ten post 08 luty 2012 - 18:25


#17 Użytkownik jest zalogowany   Jedi Master 

  • Edgewalker
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 7884
  • Rejestracja 13-kwiecień 04
  • Gender:Male
  • Location:Konin/Warszawa

Napisano 09 luty 2012 - 14:34

Dołączona grafika
Eon

Kilka godzin... Kilka godzin na zgranie grupki w większości nieznanych sobie indywidualistów by wykonać precyzyjne uderzenie w zapewne dobrze zabezpieczoną bazę organizacji paramilitarnej. Zapowiadało się naprawdę ciekawie. W ten bardzo wybuchowy sposób. Eon zaczął się poważnie zastanawiać czy to efekt jakiegoś biurokratycznego pomysłu czy ktoś naprawdę tak bardzo wierzył w ich umiejętności. Fakt, on sam uważał się za świetnego pilota a i na ziemi radzić sobie umiał na swój sposób, ale mimo wszystko... działając każdy za siebie ciężko osiągnąć cel.
Te i podobne rozważania przerwał mu jednak inny ze Straceńców.
- Eon Avar'den - uścisnął wyciągniętą dłoń. - Cóż, generalnie masz rację, choć zasady tu nie ma. Rada przydziela z reguły po prostu taką liczbę Jedi odpowiednich rang jaką uzna za niezbędną do wykonania zadania. Jak widać w tym wypadku było to "padawani, sztuk dwa" zaśmiał się cicho - Acz może gdy przyszło co do czego, potencjalni nadający się do tego mistrzowie wyjątkowo intensywnie oponowali przeciw dołączeniu ich do grupy radośnie zwanej Straceńcami, prawda? - wyszczerzył żeby w jeszcze szerszym uśmiechu.

#18 Użytkownik nie jest zalogowany   Eliastion 

  • Starożytny
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 7180
  • Rejestracja 18-marzec 04
  • Gender:Male
  • Location:Nieważne skąd, tylko dokąd!

Napisano 09 luty 2012 - 23:19

Dołączona grafika
Leith Ilar

Leith westchnął i skinął głową. Nie roześmiał się wraz z Jedi, ale chyba w ogóle miał jakiś deficyt, bo jego własne słowa brzmiały prawie poważnie:
- Od razu wiadomo, że jesteśmy cenni i niezastąpieni, prawda? To poczucie elitarności. Ten nacisk na najlepsze możliwe przygotowanie. Słyszałeś? Mówili, że mamy kilka godzin. Całe kilka godzin! Zanim dolecimy, będziemy jak jeden organizm, słowo daję. Jeden za drugiego gotów bez namysłu oddać życie, jeden drugiemu zawierzyć życie. Nie patrząc na siebie będziemy współpracować, jakbyśmy potrafili czytać sobie nawzajem w myślach...
Leith zawahał się i spojrzał uważnie na rozmówcę. Głównie z ciekawością... ale była też w tym spojrzeniu odrobina niepokoju. Może też nieufności i niechęci.
- Czy to prawda, że Jedi potrafią czytać ludziom w myślach? - zapytał wreszcie.

Użytkownik Eliastion edytował ten post 09 luty 2012 - 23:24


#19 Użytkownik nie jest zalogowany   Thomas Ufnal Crowlake 

  • Zabójca Gigantów
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 1197
  • Rejestracja 30-sierpień 09
  • Gender:Male

Napisano 10 luty 2012 - 00:46

Dołączona grafika
Hakk

Kilka godzin. OK, a więc znowu nudy, chyba, że ćwiczenia na symulatorach okażą się ciekawsze niż zwykle, w co Hakk wątpił. Iridonianin ziewnął ostentacyjnie, demonstrując zaostrzone zęby, po czym rozejrzał się leniwie po sali. No proszę, już się rzucili do dyskusji. Jakby byli w stanie poznawać innych inaczej, niż w ogniu walki. W sumie, było to nawet zabawne, a na pewno ciekawsze, niż siedzenie godzinę w kajucie i oczekiwanie na trening. W związku z czym Hakk wyciągnął jedno ze swoich wibroostrzy - znakomitej jakości, jeśli ktoś miał do tego oko - i zaczął je polerować, jednym uchem przysłuchując się rozmowom okolicznych żołnierzy. Cokolwiek, byle zająć ręce i umysł.

#20 Użytkownik jest zalogowany   Jedi Master 

  • Edgewalker
  • Grupa Bohaterscy Gracze
  • Postów 7884
  • Rejestracja 13-kwiecień 04
  • Gender:Male
  • Location:Konin/Warszawa

Napisano 10 luty 2012 - 18:01

Dołączona grafika
Eon

Eon rozłożył bezradnie ręce.
- Sława ma swoją cenę. Widać zdobyliśmy jej tyle, że oczekuje się od nas teraz cudów - stwierdził filozoficznie w odpowiedzi na cyniczną wyliczankę Leitha. Co jak co, ale miał rację. Sam Eon liczył, że w odpowiedzi na swoje pytanie usłyszy coś o tygodniu przynajmniej.
- Będziemy mieli szczęście jeśli zdołamy w dostępnym czasie zapamiętać imiona wszystkich - dodał z krzywym uśmiechem.
- A jeśli chodzi o możliwości jakie daje Moc to tak, odpowiednio wyszkolona osoba jest w stanie wyczytać konkretne myśli jednak wymaga to wysokich umiejętności. Łatwiej jest z ogólnymi intencjami co pomaga na przykład przy przewidywaniu strzałów przeciwnika. Najłatwiej zaś jest z emocjami, szczególnie intensywnymi. Można wręcz powiedzieć, że w niektórych wypadkach Jedi musi wręcz zamykać swój umysł przed ich natłokiem z otoczenia - wyjaśnił bez najmniejszych oporów czy zbędnej mistycznej otoczki. - Oczywiście wiele zależy też nie od Jedi, ale od tego o czyich myślach mowa. Są sposoby by prawie zupełnie zamknąć swój umysł przed tego typu próbami - skrzywił się nieznacznie przypominając sobie zabójczynię z dachu. - I nie, z mojej strony nie masz się czego obawiać w tej materii - dodał siląc się na uśmiech by uspokoić kompana.
- Swoją drogą znałeś wcześniej kogoś z tej wesołej gromadki? - rozejrzał się po sali odpraw spoglądając na tych, którzy jeszcze jej nie opuścili.

Udostępnij ten temat:


  • (2 stron)
  • +
  • 1
  • 2
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych